Marketing to nie tylko sztuka. To także umiejętność badania rynku, wyciągania wniosków i podejmowania lepszych decyzji biznesowych.
Sztuka i nauka w definicji to oczywiście trafne spostrzeżenie Philipa Kotlera, który definiuje marketing jako „nauka i sztuka” odkrywania, tworzenia i dostarczania wartości w celu zaspokojenia potrzeb rynku docelowego przy jednoczesnym generowaniu zysku. To połączenie precyzyjnych analiz z ludzką kreatywnością.
Wg moich doświadczeń im większa firma, tym większy jest udział „nauki” w marketingu: danych, procesów, testów, segmentacji, analityki, automatyzacji.
Im mniejsza firma, tym częściej marketing opiera się na: intuicji, doświadczeniu właściciela i relacjach.
Oczywiście to nie błąd tylko naturalny etap rozwoju. Gdy firma chce rosnąć, ale nadal prowadzi marketing „na wyczucie” dociera do kluczowego ograniczenia. Większa konkurencja, korzystająca z narzędzi (nauki), zaczyna działać szybciej, mądrzej i skuteczniej.
Co stoi na przeszkodzie?
Nie koszty — dziś narzędzia są dostępne dla każdego. Główna bariera to wiedza i gotowość do zmiany sposobu myślenia o marketingu.
W praktyce nawet małe firmy mogą dziś korzystać z analityki, segmentacji klientów i automatyzacji znanych od lat z większych organizacji.
Przykład?
Zamiast wysyłać tę samą ofertę do wszystkich, można sprawdzić:
kto kupuje regularnie, kto wraca po dłuższej przerwie, kto reaguje tylko na rabat, a kto jest gotowy kupić bez promocji.
Właśnie tutaj pojawia się moja rola jako CMO na godziny.
Pomagam małym i średnim firmom przesuwać marketing z poziomu:
„wydaje mi się” na poziom „wiem, co działa”.
Do doświadczenia właściciela dokładam analitykę i procesy. Firma po prostu wchodzi na wyższy poziom — i wie dlaczego.
